Zaczęło się jakieś półtora roku temu i ciągnie się po troszeczkę. Od początku roku było już 7 awarii. Na razie już trzeci tydzień mamy przerwę. Trochę się to uspokoiło
- mówi Teresa Nikończuk, sołtys z Berezy.
Wykonana pod koniec ubiegłego wieku sieć psuła się przynajmniej raz w tygodniu. Czasami częściej. Za każdym razem kończy się to zalaniem i kilkugodzinnym brakiem wody. Całe szczęście, że Urząd Gminy - przynajmniej zdaniem sołtys - sprawnie radzi sobie z defektami.
Nie możemy powiedzieć, że jest źle pod tym względem. Nawet jeśli w niedzielę jest awaria to szybko dzwonimy i śmiejemy się, że zanim skończymy rozmawiać, osoba, która naprawia wodociąg już jest na miejscu. Sami też już wiemy, co mamy robić. Zakręcamy zawory, żeby jak najmniejszy był ubytek
- mówi Nikończuk.
Mieszkańcom nie jest jednak do śmiechu. Szczególnie tym, którzy swoje działki mieli rozkopane już kilkukrotnie.
Zdarzało się, że sprzęt wjeżdżał mieszkańcom na posesję dwa razy w ciągu siedmiu dni
- mówi sołtys.
Dlaczego kilkunastoletnia kanalizacja tak się psuje? Wady występują na jednym kilkusetmetrowym odcinku w środku wsi. Urząd rozpoczął analizę i wstępnie znalazł dwie przyczyny. Jedna to na pewno wadliwe położenie rur.
Powstają naprężenia i poprzez ruchy wewnętrzne ziemi, rury po prostu nie wytrzymują
- tłumaczy Mirosław Stefaniuk, kierownik Referatu Inwestycyjnego Gospodarki Komunalnej i Ochrony Środowiska Urzędu Gminy Międzyrzec. Analizowana jest również jakość materiałów z jakich wykonano rury. Nie wiadomo jeszcze, czy przeprowadzona zostanie dokładna ekspertyza. Wszystko rozbija się o jej koszty.
Być może ze względu na to, że okres gwarancji już i tak nie obejmuje wodociągów, taka ekspertyza nie będzie przydatna
- mówi Stefaniuk.
Gmina będzie sukcesywnie wymieniać uszkodzone odcinki. Zmienia się jednak dotychczasowa polityka napraw.
W przypadku awarii będziemy wymieniać odcinek rury nie tylko w miejscu awarii, ale na całym odcinku danej posesji, tak aby ciężkim sprzętem przy usuwaniu tych awarii nie wjeżdżać kilkakrotnie na teren mieszkańców
- mówił na ostatniej sesji wójt, Krzysztof Adamowicz.
Nie zmienia to faktu, że napraw było już tyle, że nawet urzędnicy nie pamiętają od ręki ile metrów rur wymieniono w sumie w tym roku. A koszty awarii cały czas rosną. Do tej pory od wykonawcy wpłynęły do urzędu dwie faktury na kwotę ok. 5,5 tys. zł.