Przypomnijmy: zdrowe świnie u Biernackich trzeba było zlikwidować, bo u sąsiada wykryto ognisko ASF (16 sierpnia świnie zostały tam wybite). Pani Ewa nie spełniła zaś zasad bioasekuracji w zakresie prowadzenia rejestru wjazdu samochodów na podwórko (choć okazywała się świadectwami odbioru prosiąt, bo myślała, że to wystarczy).
Zdaniem rolników większość zasad bioasekuracji niczemu realnie nie służy i jest zaszczuwaniem hodowców, gdyż dziki chodzą wolno, a to one rzeczywiście ASF roznoszą. Gdy mówią o wybijaniu zdrowych świń - zaczynają używać mocnych słów.
Posypałyby się kary za protest
Tydzień temu chcąc powstrzymać ubój świń u Biernackich wyrzucali powiatowemu lekarzowi weterynarii mankamenty systemu, który miał powstrzymać rozprzestrzenianie się wirusa afrykańskiego pomoru świń (ASF). Rolnicy tłumaczyli też krzywdę jaka ich dotknęła, a którą powoduje wybijanie zdrowych świń. U wielu z nich - tak jak u Biernackich - hodowla była jedynym źródłem utrzymania. Rolnicy byli gotowi do dalszego protestu w jeszcze ostrzejszej formie. - Dzwonili do mnie różni ludzie, wielu z nich nawet nie znałam. Boją się że czeka ich to samo. Niektórzy zapowiadali nawet, że przyjadą i zabiorą ze sobą widły i kosy oby tylko nie dopuścić do likwidacji świń. Nie było to jednak potrzebne. Po co te wszystkie sprawy karne, które by się posypały - mówi Ewa Biernacka, sołtys Rudnik, właścicielka gospodarstwa, w którym tydzień po udanym proteście służby weterynaryjne i tak wybijały świnie.
(…)
Najnowszy numer Wspólnoty już w Twoim punkcie sprzedaży.