Nie (PO)(PiS)owy felieton
Poza kilkoma koleżkami, którzy z tego chleb mają, nikogo to przecież specjalnie nie ciekawi. Lud uczciwy prawdziwie czeka na wieczór Dnia Flagi, bo na drugi dzień nie trzeba iść do roboty. Jeśli ktoś obowiązkowo nie musi, to łatwiej namówicie redaktora Smółkę na trwałą ondulację niż przeciętnego obywatela na udział w obchodach. Frekwencja dowodem.
A może jednak pokombinować i tchnąć w to trochę życia. Wspólnie dochodzimy do wniosku, że podoba nam się - nie ma dokładnej pewności co do autorstwa - pomysł poniższy.
Owoż zrobić trzeba tak: odpuścić sobie rytualne gadki, zamknąć Warszawską i Lubelską, zamiast (albo oprócz) zblazowanych pocztów sztandarowych szeregiem ustawić muzykantów rozmaitych obrządków i grzać poloneza! W pierwszą parę - rotacyjnie, żeby się nie poswarzyli... - w kontuszach, a jakże, starosta, burmistrz albo wójt gminy. Chyba że zwabiony nietypowością obchodu i gwarantowanym medialnym rozgłosem przyjedzie premier, to niech se prowadzi! Można przy okazji jakiś rekord świata w polonezie pobić. Do tego festyn, kramarze, konkurs nalewek szlacheckich i Zenek Martyniuk. Reklamowy samograj dla miasta, ludzi i firm! Może i o Pałacu ktoś z zewnątrz się w końcu dowie i pomyśli, bo na razie to przecież w gruncie rzeczy nikogo nie obchodzi.
Jak nie umiecie, to dajcie to do nakręcenia dzieciakom z liceum, zrobią. Albo wymyślcie coś innego, byle te i inne święta były prawdziwie radosne, żywe, atrakcyjne a nie z zewnątrz dęte jak orkiestra strażacka a w środku puste jak bęben Rolling Stonesów. Ale prosimy, zróbcie coś. Cokolwiek.