Na rynku przewozów o klienta konkuruje wiele firm. - Stosują różne chwyty marketingowe, a jeżeli PKS Międzyrzec zniknie z rynku, to inne firmy będą dyktować ceny biletów - mówił na spotkaniu z samorządowcami starosta bialski Mariusz Filipiuk. Na barkach samorządów spoczywa też obowiązek zabezpieczenia transportu publicznego dla mieszkańców.
Kolejnym powodem, dla którego powiat chce przejąć międzyrzecką firmę, jest sytuacja jej pracowników. To ok. 50 osób (tabor liczy 30 pojazdów). Jeżeli władze nie podejmą odpowiednich działań, prezes firmy będzie musiał ogłosić upadłość. - Nie chcemy, żeby stało się tak jak z PKS w Białej Podlaskiej, gdzie zostały tylko ogrodzenia i ślad po firmie - podkreśla Filipiuk.
Ostatnia deska ratunku
Dyrektor PKS, Jarosław Siedlanowski przyznaje, iż obecna kondycja firmy nie napawa optymizmem.
- Niestety przewozy pasażerskie wraz z rozwojem transportu indywidualnego stają się na trasach gminnych i powiatowych coraz bardziej działalnością nierentowną - mówi Siedlanowski.
Straty finansowe z ostatniego okresu działalności firmy pokrywane były z innej działalności, m.in. z wynajmów i dzierżaw. Nie był to jednak wystarczający zastrzyk gotówki. - Zarówno przewozy, stacja paliw, jak i stacja diagnostyczna miały w 2014 r. 150 tys. straty. Udział firmy w rynku transportowym się skurczył, dlatego konieczne było ograniczenie etatów kierowców do wymiaru ¾ - wyjaśniała nam pół roku temu Beata Górka, rzecznik prasowa Urzędu Marszałkowskiego.
Ubiegły rok firma zamknęła stratą finansową. Jedyną szansą na uratowanie PKS Międzyrzec może być jego przejęcie przez starostwo. Wzorem może być Łuków - tamtejszy PKS zdecydowanie poprawił swoją sytuację po przejściu w ręce powiatu.
(…)
Najnowszy numer Wspólnoty już w Twoim punkcie sprzedaży.