reklama

Pierwsza udana akcja protestacyjna rolników przeciwko likwidacji świń

Opublikowano:
Autor: SH

Pierwsza udana akcja protestacyjna rolników przeciwko likwidacji świń  - Zdjęcie główne
Udostępnij na:
Facebook
KulturaNie dali wybić świń Protest, blokada, syrena i determinacja towarzyszyły grupie rolników z gminy Międzyrzec. Radomir Bańko, powiatowy lekarz weterynarii ugiął się i tymczasem odstąpił od likwidacji stada zdrowych świń. 

To była pierwsza udana akcja protestacyjna przeciwko likwidacji świń w związku z ASF w powiecie bialskim. Ta walka kuriozalnie, choć zgodnie z obowiązującym prawem, toczy się już poprzez wybijanie zdrowych świń. 16 września w godzinach porannych kilkudziesięcioosobowa grupa rolników nie wpuściła na podwórko służb mających zlikwidować i zutylizować stado 72 sztuk świń. To jedno z ostatnich dużych w okolicach Międzyrzeca, jedyne w Rudnikach. Właścicielką hodowli jest Ewa Biernacka, sołtys Rudnik (pod Międzyrzecem). To również ona była inicjatorką protestu, w którym chętnie wzięli udział inni rolnicy. W tym gospodarstwie ASF dotychczas nie wystąpiło. Kilka tygodni wcześniej ognisko pojawiło się u sąsiadów, ale do chlewni Biernackich nie dotarło. Mimo to stado ma zostać wybite. Likwidacja świń w gminie trwa od dłuższego czasu. W piątek utylizowano trzodę w Wysokim, nie ma tam już ani jednej świni. - Krew była na szosie. I co? To się nie roznosi? - mówią rolnicy.

Argumenty rolników

Część gospodarzy, u których już przeprowadzono likwidację, podpisała oświadczenia o rezygnacji z hodowli trzody.

- Chcą hodować, bo mówią o tym, ale czują się osamotnieni, nie wiedzą jak reagować, a obiecuje im się jakieś pieniądze-rekompensaty więc podpisują, ale niektórzy już przytomnieją - mówi Adam Olszewski, rolnik, przewodniczący OPZZ Rolników i Organizacji Rolniczych województwa lubelskiego, który również uczestniczył w proteście.

Gospodarze tam obecni chcieli wstrząsnąć opinią publiczną oraz politykami, naświetlić problem, który - ich zdaniem - ukazywany jest fragmentarycznie, o którym ogólnopolskie media mówią niewiele. Hodowla świń to dla wielu jedyne źródło utrzymania, które im się odbiera. Tymczasem na szczeblu władz centralnych napotykają na obojętność - niejednolite akty prawne np. w przypadku polowań na dzika (minister rolnictwa wydaje pozwolenie na polowania zbiorowe a minister środowiska, pod którego podlegają myśliwi, ma inne zdanie.) Nie likwiduje się wektora choroby, czyli dzików, a głównym narzędziem walki z ASF jako choroby zwalczanej z urzędu stają się świnie. Wybija się je, by nie dopuścić do rozprzestrzenienia choroby. To tylko niektóre podnoszone przez rolników aspekty sprawy, a jest ich dużo więcej. - Dość tego kłamstwa i sprzecznych informacji. Dla nas wielu to życiowa tragedia - mówi Marek Sulima, radny powiatowy.

Emocje wrzały i kipiały

- Chcemy jedynie, by nas wysłuchano. To, co się dzieje, woła o pomstę do nieba. Zdrowe świnie się wybija, a dziki, które faktycznie roznoszą ASF, chodzą jak chcą. W tej kryzysowej dla nas rolników sytuacji wprowadza się zakaz polowań zbiorowych, a loch dzika z prosiakami się nie likwiduje - bo przecież nie można. Tymczasem u pani Biernackiej w sobotę, gdy miała być przeprowadzona likwidacja stada, prosiło się kilka świń i nikt nie miałby skrupułów wybijając je - mówią ludzie. Rolnicy mają też sporo zarzutów do sposobu, w jaki miałoby się odbywać wybijanie, gdyby do niego doszło. Pod gospodarstwo Biernackich podjechała koparka - z widocznie ubrudzoną łyżką. - Na moje oko to krew świń z jakiegoś gospodarstwa. Gdzie zasady bioasekuracji? Nam - rolnikom się wytyka najdrobniejsze rzeczy, wymaga przestrzegania wyśrubowanych zasad, a ci ludzie? Szkoda gadać! - mówi jeden z oburzonych rolników. Dodatkowo w samochodzie dostawczym leżała niedbale wrzucona brudna mata dezynfekcyjna, nie wiadomo skąd zabrana. - Może to z jakiegoś ogniska?. Dlaczego jej nie zabezpieczono tylko tu przywieziono - to skandal - grzmieli gospodarze.

Zapowiadają ostrzejszy protest

Rolnicy mówią jednym głosem: - Teraz jesteśmy zajęci w gospodarstwach, ale gdy ten czas się skończy nasz protest przybierze jeszcze bardziej intensywną formę, bo jak tak dalej pójdzie będziemy dzieciom pokazywać świnie, ale tylko na zdjęciach. Na miejscu protestu pojawiła się policja, straż miejska z Międzyrzeca, a po niedługim czasie również Radomir Bańko, powiatowy lekarz weterynarii oraz jego zastępca. Ci ostatni długą chwilę stali w dużej odległości od grupy protestujących gospodarzy. By porozmawiać podeszli dopiero w asyście policji. Powiatowy lekarz weterynarii mówi zaś, że zanim jeszcze zaraza pojawiła się w gminie, apelował do rolników, by przestrzegali zasad bioasekuracji. W przypadku państwa Biernackich tym czego nie dopełnili był brak rejestru wyjazdów samochodów, które odbierają prosięta (na to Biernaccy mieli świadectwa pochodzenia zwierząt i liczyli, że ten dokument wystarczy). Nie wiedzieli też, że powinni prowadzić rejestr potwierdzający zakup środków do oprysków przeciw muchom w oborze wraz z zaznaczonym terminem jego przeprowadzenia.

Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

logo