Mieszkańcy Witoroża zatroszczyli się o samotnika Henryka Demianiuka. 68-letni mieszkaniec tej wsi mieszka blisko sklepu. Budynek, który kiedyś był dla niego domem ma w dachu i ścianach dziury. Z wewnątrz słychać odgłosy szczekania. Mieszka tam stado psów, które jeszcze niedawno dzieliło lokum z panem Henrykiem.
- Dzięki psom nie zamarzłem. Układały się na mnie i grzały, gdy były mrozy
- mówi mężczyzna. Żył tak od lat.
- Jeszcze latem to się dało mieszkać. Co pani się dziwi - tam nie ma prawie dachu, a komin się zawalił. Nie było nawet na czym herbaty zagotować. Prąd też mi odłączyli - bo powiedzieli, że to zagrożenie
- tłumaczy.
Mężczyzna nie ma rodziny ani krewnych. Myślał, że nikomu na nim nie zależy. - Nie można go oceniać negatywnie. Nie był pijakiem, nie trwonił majątku - mówią Jerzy Michaluk, radny z Witoroża i Adam Bahonko, sołtys tej miejscowości. To oni postanowili mu pomóc.
Na liście życzliwych Demianiukowi osób są też: Bronisław Hamruk, Leszek Michaluk, Feliksa Kościuczyk, Karolina Filipek, Stanisław Kubik oraz Andrzej Kubik.
Pomagał za miskę zupy
Ludzie wiedzieli, że Demianiuk trzyma psy, bo chodził po wsi z kilkoma, ale nikt nie zdawał sobie sprawy, że ma ich aż tyle a większość jego pupili wcale nie wychodzi. Żyją pod zamknięciem, w domu załatwiają swoje potrzeby fizjologiczne. Mężczyzna karmił je, a sam nierzadko rezygnował z posiłku. Większość swojej renty, która wynosi 560 zł przeznaczał na jedzenie dla psów.
- Te zwierzęta to jedyna rodzina
- mówi.
Doszło do tego, że właściciel czworonogów ubrania trzymał na dworze, by nie przeszły smrodem z domu. Nikomu się nie skarżył i nie prosił o pomoc. Czasem tylko podejmował się lekkiej pracy u sąsiadów za ciepły posiłek czy papierosy. Do ludzi chodził, by się ogrzać.
(…)
Najnowszy numer Wspólnoty już w Twoim punkcie sprzedaży.