To była pierwsza udana akcja protestacyjna przeciwko likwidacji świń w związku z ASF w powiecie bialskim. Ta walka kuriozalnie, choć zgodnie z obowiązującym prawem, toczy się już poprzez wybijanie zdrowych świń.
16 września w godzinach porannych kilkudziesięcioosobowa grupa rolników nie wpuściła na podwórko służb mających zlikwidować i zutylizować stado 72 sztuk świń. To jedno z ostatnich dużych w okolicach Międzyrzeca, jedyne w Rudnikach. Właścicielką hodowli jest Ewa Biernacka, sołtys Rudnik (pod Międzyrzecem). To również ona była inicjatorką protestu, w którym chętnie wzięli udział inni rolnicy. W tym gospodarstwie ASF dotychczas nie wystąpiło. Kilka tygodni wcześniej ognisko pojawiło się u sąsiadów, ale do chlewni Biernackich nie dotarło. Mimo to stado ma zostać wybite. Likwidacja świń w gminie trwa od dłuższego czasu. W piątek utylizowano trzodę w Wysokim, nie ma tam już ani jednej świni. - Krew była na szosie. I co? To się nie roznosi? - mówią rolnicy.
Argumenty rolników
Część gospodarzy, u których już przeprowadzono likwidację, podpisała oświadczenia o rezygnacji z hodowli trzody. - Chcą hodować, bo mówią o tym, ale czują się osamotnieni, nie wiedzą jak reagować, a obiecuje im się jakieś pieniądze-rekompensaty więc podpisują, ale niektórzy już przytomnieją - mówi Adam Olszewski, rolnik, przewodniczący OPZZ Rolników i Organizacji Rolniczych województwa lubelskiego, który również uczestniczył w proteście.
(…)
Najnowszy numer Wspólnoty już w Twoim punkcie sprzedaży.