W zasadzie to Mikołajów było kilku.
Nie każdy miał czas, poza tym przy takiej zdradliwej pogodzie nie każdy chciał maszynę wyciągać
- tłumaczy jeden z pomysłodawców, ksiądz Paweł Zazuniak, ze środowiskiem motocyklowym zaprzyjaźniony już od lat.
Najpierw spotkaliśmy się u mnie pod kościołem, gdzie wyszliśmy w mikołajowych strojach do kręcących się i przechodzących z rodzicami dzieciaków. Mieliśmy dla nich przygotowane słodycze, wszyscy świetnie się bawili. Potem zagrały silniki i pojechaliśmy w miasto. Naszym celem było odwiedzenie dzieci, które ten czas spędzały w szpitalu. Dla nich paczki były bardziej okazałe
- opowiada ksiądz Paweł.
Mamy paru sprawdzonych przyjaciół - sponsorów, którzy pomogli nam zebrać parę złotych na prezenty, ale w większości to sami się zrzuciliśmy. Wiemy, że było warto. Po raz kolejny chłopaki z klubu potwierdzili, że mają wielkie serca i można na nich liczyć w każdej sytuacji i że jeżdżenie na motocyklach to nie tylko frajda z jazdy, ale też i szkoła charakteru
- podsumowuje wikariusz z parafii św. Józefa.
- Ludzie z wielkim serce Nie po raz pierwszy środowisko motocyklowe pokazało, że są to wspaniali ludzie, z wielkimi sercami. Zawsze można na nich liczyć, w sezonie nierzadko są proszeni o pomoc w jakichś akcjach charytatywnych i z reguły co weekend coś dobrego się dzieje. Mają swoją pasję, mają swoje charaktery i organizując razem z nimi już wiele imprez (początek sezonu, koniec sezonu, zlot "Święty Krzyś" mogę powiedzieć jedno: wielka klasa!