Mieszkańcy osiedla Zarówie mówią, że przez psy, które grasują po ich osiedlu boją się wychodzić wieczorami na ulice. Natomiast ludzie z osiedli w okolicach ulicy Nadbrzeżnej narzekają za to na... dzikie koty.
To plaga, tylko chodzą po osiedlu i miauczą. Ja nie mam możliwości złapania takiego kota, tym bardziej dzikiego. Procedura sterylizacji kota również jest bardzo trudna. W urzędzie miasta powiedziano mi, że muszę wziąć wniosek i oświadczenie, że nie jest to mój kot. Następnie pójść do weterynarza, podpisać kartę, wrócić z nią do Wydziału Ochrony Środowiska, złapać kota. Dopiero po zgodzie Wydziału zanieść go do weterynarza
- kręci głową Anna Kamińska.
Czipowanie za zgodą mieszkańców
Jest problem ze zwierzętami w Międzyrzecu - przyznaje burmistrz, Zbigniew Kot. Jednak podkreśla, że nie wszystkie zwierzęta, które wieczorami szwendają się po ulicach, są bezdomne. Niektóre wypuszczają właściciele
- żeby pobiegały.
Pomysł, jak temu zaradzić, nie jest nowy.
10 lat temu przygotowywałem program czipowania psów i kotów, jednak mieszkańców nie można do tego zmusić
- mówi Kot. Wkrótce burmistrz ma usiąść ze współpracownikami i zastanowić się, jak wrócić do tematu czipów.
Burmistrz tłumaczy, że jeśli wałęsający się pies ma właściciela, to tego człowieka czekają konsekwencje finansowe.
Jak się posiada zwierzę to trzeba o nie dbać i je pilnować
- stwierdza samorządowiec.
Sterylizacja rozpoczęta, hycel czeka
Urzędnicy szukają sposobów na bezpańskie psy i koty. Okazuje się jednak, że nie wszystkie metody są na tyle skuteczne, aby poradzić sobie z tym problemem.
Największy problem jest z wyłapaniem psów. Działania schroniska, z którym mamy podpisaną umowę są nieskuteczne. Rozstawiają oni klatki, a po tygodniu łapiemy zaledwie jednego psa. Z kotami jest jeszcze gorzej, bo trudniej jest je wyłapać
- przyznaje burmistrz.
Miasto rozpoczęło jednak program sterylizacji kotów i psów.
Jeżeli psy trafią do schroniska to taki zabieg również może być wykonany
- mówi Kot.
Problem można rozwiązać również w inny sposób. Burmistrz polecił komendantowi Straży Miejskiej, aby ten nawiązał kontakt z człowiekiem, który będzie odławiał bezpańskie psy.
Każdy pies, szczególnie ten, który stwarza zagrożenie, powinien zostać złapany i wywieziony do schroniska. To rola strażników miejskich. Okazuje się, że jeden ze schwytanych psów ma właściciela. Pies był chory i koszty jego leczenie poniósł właśnie właściciel
- mówi Kot.