To gminy wydają pozwolenia na jego sprzedaż, a także określają ilość punktów, w których alkohol może być dystrybuowany. Wysokość opłat za koncesje obliczana jest na podstawie ilości sprzedanego alkoholu w roku poprzednim (w przypadku przedłużających pozwolenie).
W Międzyrzecu Podlaskim do dnia dzisiejszego obowiązuje uchwała z 2012 roku, mówiąca, że na terenie miasta może być maksymalnie 100 punktów sprzedających alkohol powyżej 4,5% oraz tyle samo punktów w których alkoholu można napić się na miejscu. Pula nie jest w pełni wykorzystana.
Każdy z takich punktów może mieć 1-3 koncesje, w zależności od mocy alkoholu, który sprzedaje. W mieście takich koncesji w 2014 roku obowiązywało 117 (z czego aż 47 na piwo), a w 2015 - 130. Spadają za to wpływy do miejskiej kasy z tego tytułu. Dwa lata temu było to 321 tys. zł, a w zeszłym roku o prawie 3 tys. mniej.
Więcej zarobiły gminy Międzyrzec i Drelów. W podmiejskim samorządzie w roku 2014 "alkoholowe" wpływy były o ok. 6 tys. zł większe niż rok wcześniej. Wszystko to przy tylko nieznacznej różnicy w liczbie koncesji oraz punktów sprzedaży. Warto dodać, że radni gminni zajęli się tą sprawą na ostatniej sesji rady. Przyjęli uchwałę mówiącą o tym, iż na terenie gminy może być 15 punktów sprzedających alkohol do spożycia poza miejscem sprzedaży oraz 10, w których alkohol można wypić na miejscu. Poza tym, te pierwsze muszą znajdować się przynajmniej 50 metrów od budynków użyteczności publicznej, natomiast drugie w odległości przynajmniej 100 metrów. Zasada ta nie dotyczy sklepów serwujących alkohol do 4,5%.
Więcej pieniędzy wpłynęło też do kasy gminy Drelów. Przed dwoma laty było to nieco ponad 43 tys. zł., w zeszłym roku już 46,5 tys. zł. Wszystko to przy malejącej liczbie wydanych koncesji - jest ich teraz o 3 mniej niż w zeszłym roku.
Osoby, które nadużywają alkoholu niekoniecznie kupują go w sklepie
- mówi Dorota Świrydziuk, kierownik Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Międzyrzecu. GOPS rocznie w związku z problemem alkoholowym pomaga 30-40 rodzinom.
Widać, że coraz więcej małżonków pije wspólnie.
Duży wpływ na to ma brak pracy, nerwy, brak zajęcia i środków do życia. Myślę, że to najpoważniejsza przyczyna. Ludzie w alkohol uciekają od codziennych problemów. Problem niestety rośnie
- tłumaczy Świrydziuk.
Pieniądze, które wpływają do gmin z tytułu pozwoleń na sprzedaż alkoholu przeznaczane są na profilaktykę i walkę z alkoholizmem.
Bardzo trudno jest zachęcić do pracy nad sobą ludzi, którzy mają problem z nadużywaniem alkoholu. One nie chcą w tym uczestniczyć. Żeby taką osobę zmobilizować trzeba włożyć naprawdę masę pracy
- kończy kierownik.