reklama

Asia mówi: łącz i rozwijaj pasję

Opublikowano:
Autor: Jolanta Młynarczuk

Asia mówi: łącz i rozwijaj pasję - Zdjęcie główne
Udostępnij na:
Facebook
KulturaAsia mówi: łącz i rozwijaj pasję

Joanna Skólimowska, 21 letnia dziewczyna z Międzyrzeca Podlaskiego, która z obiektywem podbija świat siatkówki!

Asia ukończyła III Liceum Ogólnokształcące im. Unii Lubelskiej w Lublinie (klasa dziennikarska), aktualnie studentka II roku "Prawa" Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Jest ona także absolwentką Gimnazjum Sportowego Nr.3 im. Jana Pawła II w Międzyrzecu Podlaskim. To tutaj rozpoczęła się jej wielka przygoda z siatkówką, która także przerodziła się w pasję do fotografowania. Jest również korespondentką w Strefie Siatkówki, jeździ na najlepsze mecze Plus Ligi i robi to co uwielbia, czyli fotografuje fantastycznych pierwszoligowych siatkarzy.

Jej zdjęcia są fantastyczne, widać na nich emocje jakie towarzyszą siatkarzom podczas gry. Nie wielu fotografów potrafi przedstawić silne odczucia towarzyszące graczom w trakcie meczu. 

Jak rozpoczęła się Twoja przygoda z siatkówką?

Od małego mój tata wf-ista zarażał mnie sportem. Zanim sama się ukształtowałam na tyle, by umieć wybrać któryś ze sportów, to w zasadzie oglądałam wszystkie, od piłki nożnej przez snookera i inne. Byłam na bieżąco. Z biegiem czasu przekonywałam się do siatkówki. Klasa siatkarska miała bardzo duży wpływ. Od 4 klasy szkoły podstawowej, aż do końca gimnazjum trenowałam siatkówkę.

Miałyście też spore sukcesy.

Najważniejszym osiągnięciem w tamtych czasach było Mistrzostwo Polski, które zdobyłyśmy w Głuchołazach. Bardzo szumny tytuł, na pewno powód do dumy, ale nie stawiałabym tego na równi z tym, co się dzieje teraz w Międzyrzecu, jeśli chodzi o siatkówkę, bo dzieje się dużo i dzieje się fajnie. Minisiatkówka to zupełnie inna bajka niż seniorskie rozgrywki.

Jak wspominasz swoje pierwsze kroki w siatkówce?

To były fajne czasy, coś wyjątkowego. Jeździło się w różne ciekawe miejsca, „uciekało” na cały weekend od rodziców, poznawało nowych ludzi – na pewno nie mogłabym tego doświadczać, gdybym była w innej klasie. Byliśmy drugim rocznikiem, który uczył się w klasie siatkarskiej, więc można powiedzieć, że przecieraliśmy szlaki. To są dla mnie super wspomnienia, bo byliśmy bardzo fajną grupą, co prawda dawaliśmy się czasem we znaki nauczycielom, ale raczej wszyscy nas lubili, przynajmniej tak mi się wydaje (śmiech).

Kiedy narodziła się pasja do fotografowania?

Pierwszy aparat dostałam od rodziców na urodziny mając 11 lat. To był zwykły analogowy kompakt, ale i tak zareagowałam "wow, mam swój własny aparat". W wieku 14 lat kupiłam cyfrówkę, wyglądającą na profesjonalną, czułam dumę, a teraz wiem, że tak naprawdę była bardzo kiepska (śmiech). Na początku oczywiście robiłam zdjęcia przede wszystkim znajomym, swój wolny czas wypełniałyśmy właśnie w ten sposób. Mam to szczęście, że moje przyjaciółki są urodziwe, więc na nich ćwiczyłam. Można powiedzieć, że je trochę wykorzystywałam, ale mam nadzieję, że nie wspominają tego źle.

Od kiedy miałam dostęp do czyli lustrzanki, zaczęłam się interesować fotografią od strony technicznej, nie skupiałam się tylko na naciśnięciu spustu migawki, ale patrzyłam co mogę zrobić, żeby ono było lepsze, jak zmieniać ustawienia aparatu.

Widziałam też, że robiłaś zdjęcia na meczach piłki nożnej?

Rzeczywiście, parę razy mi się zdarzyło. Jeździłam na mecze do przyjaciela, a zdjęcia były bardziej dla niego, żeby miał pamiątkę. Jednak dzięki temu nabywałam doświadczenie. Teraz skupiam się na siatkówce, choć lubię czasem „popstrykać” zdjęcia siostrze czy komuś ze znajomych, ale w sumie nie bardzo się w tym odnajduję. Mam wrażenie, że takie zdjęcia są bardzo często "sztuczne". Mam na myśli coś w stylu "broda wyżej, spójrz w lewo itd.". Ja wolę fotografować życie, emocje, coś, co dzieje się raz i tego już nie da się powtórzyć.

Skąd pomysł żeby połączyć te dwie fantastyczne pasje (siatkówka+ fotografowanie)?

W sumie połączyły się same. Siatkówka jest bardzo dużą częścią mojego życia. Siatkówką nakręcam wszystko. Czasem jestem w stanie podporządkować uczelnię, tak ustawić zajęcia, żebym mogła pójść na mecz. Jeżdżąc na mecze robiłam zdjęcia, początkowo traktując je jako pamiątkowe, a z czasem zaczęłam myśleć, że fajnie byłoby spróbować czegoś więcej. Tak się złożyło, że dziadzio postanowił zostać moim sponsorem, mogłam kupić sobie specjalny obiektyw. Na meczach pojawia się taki problem, że na światło na hali nie mam wpływu, nie pomogę sobie jak przy zdjęciach studyjnych blendą czy lampą błyskową, a aby zamrozić ruch potrzebuję jak najkrótszego czasu naświetlania. To wszystko to reakcja łańcuchowa, jeśli czas będzie krótszy, potrzeba więcej światła, ratować je mogę jedynie tzw. czułością ISO, a ona też nie może być za wysoka, żeby nie zepsuć jakości zdjęcia.  Dlatego dobry, a przede wszystkim jasny obiektyw jest niezbędny. Wiele osób chciało mnie do tego zniechęcić, mówiąc "po co ci ten obiektyw? Tyle pieniędzy, lepiej pojedź gdzieś za granicę", ale moja odpowiedź zawsze była jednoznaczna "nie, ja chcę ten obiektyw".

Od kiedy fotografujesz dla Strefy Siatkówki? Jak to się zaczęło?

Zaczęło się to rok temu w październiku. Któregoś dnia po prostu nudziłam się i zaczęłam krążyć po stronach internetowych poświęconych siatkówce. Zobaczyłam, że potrzebują pracowników właśnie do Strefy. Według mnie jest to najbardziej wartościowa strona poświęconą siatkówce, odkąd działalność zawiesiła reprezentacja.net to na niej bazowałam. Początkowo wydawało mi się, że ja się tam nie nadaje, no ale "kto nie próbuje ten się nie dowiaduje". Poszłam na mecz drugoligowej Politechniki Lubelskiej, napisałam relację i wysłałam. Pamiętam jak dzisiaj, że pojechałam na mecz do Warszawy, grała Politechnika Warszawska ze Skrą Bełchatów, przed wyjściem na halę coś mnie tchnęło, żeby sprawdzić e-maila. Okazało się, że Strefa chce ze mną współpracować. Szłam na ten mecz strasznie podekscytowana, wiesz jak to jest – to uczucie, że zaczyna się w twoim życiu nowy etap. Pracują tam ludzie, którzy np. działają w PZPS, są oni związani z siatkówką od wielu, wielu lat. Ja byłam przy nich takim "raczkującym bobaskiem", ale z czasem stawałam się odważniejsza. Zdjęcia, jak już wspomniałam, traktowałam jako zabawę, zostawiając je tylko dla siebie, ale później w redakcji okazało się, że mogą "upiec dwie pieczenie przy jednym ogniu" (śmiech). Oprócz tego, że pojadę i przywiozę materiał tekstowy, zbiorę pomeczowe wypowiedzi,  mogę też robić zdjęcia. "Strefa siatkówki"  w swojej działalności koncentruje się na tekstach, wywiadach, relacjach. Fotografia jest dodatkiem. Przez tamten rok bazowałam na drugiej lidze - Avii Świdnik i Politechnice Lubelskiej, pisząc relacje. Można powiedzieć, że powoli wdrażałam się w system, w funkcjonowanie redakcji, jej zwyczaje itp. Teraz jest już trochę inaczej.

Za co lubisz "Strefę Siatkówki"?

Za to, że wszyscy naprawdę żyją tam siatkówką. Kiedyś kolega z redakcji zapytał mnie skąd pochodzę, a kiedy powiedziałam, że z Międzyrzeca, nie usłyszałam od razu „gdzie to?”, co często się zdarza, ale zapytał „To tam, gdzie gra ta II-go ligowa Międzyrzecka Trójka?”. Nie miał pojęcia, gdzie geograficznie leży Międzyrzec, ale wiedział, że mamy drużynę. Strasznie się cieszę, że możemy pochwalić się dobrą siatkówką.

Jakie przygody związane z siatkówką najlepiej wspominasz?

Najcieplej wspominam wyjazd do Pionek. Co roku odbywa się tam mecz charytatywny, jest to małe wydarzenie. Wpadło mi do głowy dosłownie dzień przed, że może mogłabym pojechać. Rano w dniu meczu okazało się, że udało się załatwić wejście (na takie wydarzenia nie przeprowadza się normalnego procesu akredytacyjnego). Od nas z redakcji nikt poza mną się nie wybierał, a tuż przed wyjazdem dostałam informację, że może jednak zebrałabym jakieś wypowiedzi, w końcu zbliżał się sezon. Trochę się obawiałam, przyznaję, ale sama przecież chciałam. Udało mi się porozmawiać z panem Andrzejem Kowalem (trener Resovii), panem Jackiem Nawrockim (trener Skry), Mariuszem Wlazłym i Oliegiem Achremem. To był taki moment w którym zrozumiałam, że naprawdę chcę to robić, że jest to bardzo satysfakcjonujące. Przez chwilę czułam się wyróżniona, dookoła nich było mnóstwo ludzi, wszyscy chcieli autograf, zdjęcie, ale w tym momencie liczyłam się tylko ja. Całkiem niedawno uświadomiłam sobie, że byłam jedną z pierwszych osób w kraju, które miały okazję rozmawiać z Mariuszem o jego zmianie pozycji z atakującego na przyjmującego (śmiech.)

Mogłam swobodnie poruszać się po płycie boiska, siedziałam przed Markiem Magierą, który dla mnie jest wzorem do naśladowania, takim swojego rodzaju guru. Zajmuje się on oprawą meczów reprezentacyjnych, które prowadzi razem z Grześkiem Kułagą, ale jest też dziennikarzem Polsatu Sport oraz felietonistą. Podczas tego meczu zrobiłam zdjęcie Achremowi, na którym puszcza mi oczko. To naprawdę super sprawa, jestem od niego w odległości dwóch metrów, patrzę przez obiektyw, a on w pewnym momencie puszcza mi oczko, uśmiecha się i aż bije od niego taka sympatia – nie możesz się nie uśmiechnąć.

Na ostatnim meczu ćwierćfinałowym Resovii ze Skrą byłam też świadkiem fajnej sytuacji - Skra straciła punkt po błędzie ustawienia. Obok kwadratu zawodników stał około 11-letni chłopiec, który widać było, że trochę już tę siatkówkę rozumie, ale nie wiedział skąd taka decyzja sędziów. Pytał głośno „co się stało”, a Zbyszek Bartman podszedł do niego i  tak po prostu zaczął mu tłumaczyć.

Brałaś też udział w treningu z Marcinem Możdżonkiem?

Tak, był to trening dla dzieci organizowany przez olsztyńską fundację Citius Altius Fortius. Wysłałam swoje zgłoszenie przez internet i zostałam zakwalifikowana. Każdy z wolontariuszy miał inny przydział - dostałam zagrywkę. Podczas treningu w Warszawie, oprócz Możdżonka, pojawił się też Krzysztof Ignaczak. Miałam okazję z nimi współpracować, wspólnie ustalaliśmy ćwiczenia, jakie chcemy z dzieciakami zrealizować. Pomagałam także jako wolontariusz podczas VII Memoriału Ambroziaka. To było super doświadczenie. Spędziłam trzy dni koncentrując się tylko i wyłącznie na siatkówce. Zobaczyłam organizację tego turnieju od kuchni, nauczyłam się jak się przygotowuje akredytacje, poznałam wielu świetnych ludzi, dostałam także szansę, żeby usiąść przy stoliku sędziowskim, przy którym zupełnie inaczej ogląda się spotkanie.

Na jakie mecze lubisz najbardziej jeździć?

Nie mam ulubionych meczów, lubię atmosferę hali i to mnie tam ciągnie. Jedyne czego nie lubię to nienawiść pomiędzy kibicami i idea dopingu opierająca się na „antykibicowaniu” rywalom, a nie wspieraniu swojego zespołu.

 Jakie są Twoje plany na przyszłość?

Moje plany zmieniają się z tygodnia na tydzień. Jestem mocno aktywna, nie lubię siedzieć w domu, nudzić się, dlatego tych możliwości już trochę znalazłam. Na szczęście bardzo lubię moje studia, więc pojawił się pomysł, żeby wyspecjalizować się w prawie sportowym. Siatkówka i fotografowanie raczej zostaną moją pasją. Praca często zabija w człowieku to, co się kocha, człowiek popada w rutynę, a tego bardzo bym nie chciała.Na razie jednak nie podejmuję poważnych decyzji, mam na to jeszcze czas. Ja się dopiero uczę, wciąż chcę to robić, bo wiem, że całe życie przede mną.

Dziękujemy Asi za udzielenie wywiadu. Życzymy sukcesów w rozwijaniu pasji i zdobywaniu nowych doświadczeń.
W naszej galerii możecie obejrzeć kilka Jej zdjęć oraz zapraszamy na jej fan page ASIASTA FOTO.

Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

logo