Tegoroczna, siódma edycja Pucharu Świata zyskała rangę Międzynarodowych Mistrzostw Polski. Przygotowania przypominały operację wojskową – strażacy z OSP dzień i noc wycinali nieckę basenu w grubym lodzie, by zawodnicy mogli bezpiecznie rywalizować. Choć dla wielu był to debiut, dla duetu z KS Narwal była to już trzecia wyprawa do Gdyni. Wyprawa, która wyśrubowała ich klubowy dorobek do niebotycznej liczby 23 medali z samej tylko gdyńskiej imprezy!
Dla Franciszka Korulczyka te zawody były przełomowe. Po raz pierwszy, ze względu na kategorię wiekową, mógł wystartować na dystansie 200 metrów stylem dowolnym. Podopieczny trenera Wojciecha Lubańskiego stanął przed wielką niewiadomą.
Franciszek Korulczyk:
Wypracowana przez nas „rutyna” zimowego pływania miała się trochę zaktualizować. Do tego momentu było wiadomo – zacząć dynamicznie ale nie za mocno i nie ufać odczuciu, że ramiona „stoją” w miejscu, to tylko złudzenie. Teraz pierwsze pytanie to… jak się będzie płynąć w minusowej temperaturze? Jak mocno zacząć, czy wystarczy sił na finisz…? Jak rozłożyć siły na 200m, to całkiem nowy dystans, dwa razy dłuższy od dotychczasowych? Żaden z zawodników nie miał gotowych odpowiedzi ani specjalnych rad, nawet jeśli wielokrotnie pływał na jakimś dystansie, więc taktyka tworzyła się na bieżąco.
Franciszek zdobył cztery medale: 50m i 100m dowolnym – srebro oraz 200m dowolnym – złoto i brąz w OPEN.
Anna Egier również nie próżnowała, dominując w swoich koronnych konkurencjach. Trzy złote medale (25m i 50m dowolnym, 50m motylem) oraz srebro na 100m stylem dowolnym mówią same za siebie. Co ciekawe, Anna na najdłuższym dystansie poprawiła swój rekord życiowy aż o 7 sekund!
Anna Egier:
Jeśli chodzi o sam start i dystans to nie chciało mi się oddychać?! A konkretnie nie miałam takiej potrzeby. W moim przypadku, przy braku bazy treningowej typowego pływaka, pływanie na bezdechu bardzo szybko kończy się „odcięciem” nóg – brak tlenu i mięśnie przestają efektywnie pracować. Na bezdech mogę sobie pozwolić przy 25m o dłuższych dystansach nie ma mowy! Tym razem było inaczej – bardzo mało wdechów, brak „odcięcia” i życiówka na 100m poprawiona o 7sekund – pozytywne i … nielogiczne!
Gdynia to nie tylko walka o sekundy, to przede wszystkim niezwykli ludzie. W namiotach startowych spotykają się nastolatkowie i seniorzy 80+. Historie o dziadkach przylatujących z Australii, by ścigać się na dystansie kilometra, czy babciach świętujących swój dzień startem na 450 metrów, tworzą klimat, którego nie znajdzie się na żadnej innej pływalni.
Anna Egier:
Oglądam te obrazki na każdym zimowym pływaniu ale i tak są zadziwiające. Bardzo bym chciała mieć takie zdrowie i kondycję. Rzeczywistość z epoki moich dziadków w porównaniu do obecnej to po prostu inny wymiar, nie ta galaktyka! Zresztą moje pierwsze, samotne próby zimą w wodzie, dziesiątki lat temu, kojarzyły mi się tylko z ratownictwem. To była odpowiedź na pytanie, czy zimą w wodzie dam sobie radę, bo teoria o drabinie i spacerowiczu… no cóż, drażni mnie do dziś. Nie mówiło się o morsowaniu, raczej o zapaleniu płuc i o tym, że w butach nie da się pływać, a pod lód wciąga. To były czasy telefonów wiszących w domu na kablu i wiadomości z TV czy gazet. Wielka zmiana w krótkim czasie – pewnie dlatego wciąż mnie to wszystko pozytywnie zadziwia.
Od młodych, nadal trenujących gigantów, po ludzi 80+ – to najbardziej niezwykłe osobowości zawodów! Pozytywni, uśmiechnięci, ciekawi drugiego człowieka. Wprowadzają fantastyczny klimat w namiocie startowym i jakby tylko przy okazji płynęli jeszcze swoje dystanse. Gros czasu spędzają na kibicowaniu i rozmowach. Mają ogromny bagaż przeróżnych doświadczeń, a i tak z zafascynowaniem słuchają drugiego człowieka – tacy „rozdawacze” i kolekcjonerzy unikalnych chwil! Wygląda na to, że sport przyciąga niezwykłych ludzi albo z każdego wyciąga to, co najlepsze!
Co do zimnych pryszniców jako przyzwyczajenia przed rozpoczęciem morsowania... Gdybym od tego zaczynała, to do morsowania czy pływania nigdy by nie doszło! Morsowanie to atmosfera, ludzie, klimat, satysfakcja, adrenalina… cała masa emocji, które później przechodzą w błogi spokój. A zimny prysznic to samotne tortury we własnej łazience. Nie znoszę i nie stosuję! Na tych właśnie zawodach dowiedziałam się, że nie tylko ja jestem tego zdania. Ale to nie oznacza, że zimny prysznic to zły pomysł. To oznacza jedynie, by nie zrazić się zimnym prysznicem. Morsowanie to wejście do lodowatej wody – tam ma być zimno i będzie! Jeżeli słyszycie: „nie jest źle, wcale nie jest tak zimno”, to oznacza, że zimno jest! Ale to uczucie nie jest takie straszne, a jedynie wszechobecne, co sami potęgujemy myślą: „nie lubię marznąć!”. Tu zostawiam puste miejsce na prywatne odczucia – kto próbował, ma już swoje. To całe morsowanie porównuję do sauny w upalne lato – upały są mniej dokuczliwe (choć nadal są), a samopoczucie po nich jest doskonałe. Polecamy jedno i drugie!
KS Narwal wraca z Gdyni z tarczą, promując nasze miasto na arenie międzynarodowej i udowadniając, że bariery istnieją tylko w naszych głowach. Gratulujemy i czekamy na kolejne starty!
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.