Reklama

Reklama

Marian Mikołajczuk odszedł do wieczności. Miał "nosa" do talentów

Opublikowano: śr, 8 gru 2021 09:53
Autor:

Marian Mikołajczuk odszedł do wieczności. Miał "nosa" do talentów - Zdjęcie główne

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Sport - Niektórych osób nie da się zastąpić. Tak będzie w przypadku "Mańka". Pozostanie wielka wyrwa - mówi Wojciech Więckowski.

Reklama

Marian Mikołajczuk zmarł w miniona sobotę. Miał zaledwie 63 lata, dopiero co przeszedł na emeryturę. Wojciech Więckowski, były uczeń pana Mariana, a następnie kolega z pracy w Zespole Placówek Oświatowych nr 3, Szkole Podstawowej nr 3 z Oddziałami Integracyjnymi i Sportowymi im. Jana Pawła II w Międzyrzecu Podlaskim, mówi wprost: "To miasto poniosło niepowetowaną stratę".

Szanowana i lubiana postać

Marian Mikołajczuk pracę zawodową jako nauczyciel wychowania fizycznego rozpoczynał w Szkole Podstawowej nr 1. Następnie przeniósł się do międzyrzeckiej "Trójki". - To był swój człowiek. Był dobrym nauczycielem, kolegą. Wspólnie pracowaliśmy od 1987 roku. Aż do teraz. Był szanowaną i lubianą postacią. Nie mogę powiedzieć o nim złego słowa. Podobnie mogą powiedzieć wszyscy w naszym mieście - zapewnia Zbigniew Bernat.

Zrobił tak dużo dobrego

Kolega śp. Mikołajczuka nie ukrywa, że odszedł człowiek nieszablonowy. - Pracował z młodzieżą tyle lat. Zrobił tak dużo dobrego. Trudno się pogodzić z faktem, iż go już nie zobaczymy. Wiadomość o jego śmierci rozeszła się bardzo szybko, ludzie nie mogli uwierzyć... Bernat przyznaje, że śp. Marian nie narzekał na zdrowie. - Ale wyszczuplał w ostatnim czasie. Teraz możemy się domyślać, że miało to związek z chorobą. Cały czas mam go przed oczami i nie dowierzam, łudzę się, że się znów spotkamy, porozmawiamy - mówi.

Miał "nosa" do talentów

Łukasz Wasąg był zawodnikiem grup młodzieżowych Międzyrzeckiej Trójki, seniorów Huraganu, jak również trenerem drugoligowej drużyny. Ze śp. Mikołajczukiem spotkał się w szkole podstawowej. - Pan Marian był naszym wychowawcą przez całą "podstawówkę". Nabór do rocznika 1992 wyszedł mu całkiem nieźle. Z naszej klasy siatkarskiej Paula Słonecka w poprzednim sezonie grała w Tauron Lidze, czyli najwyższej klasie rozgrywkowej w Polsce w barwach Volley Wrocław, zaś Przemysław Smoliński reprezentuje barwy Ślepska Suwałki w PlusLidze. Również dzięki niemu ja, czy Rafał Ostapowicz, znaleźliśmy dla siebie miejsce w sportowym świecie - mówi Wasąg.

29-latek przyznaje, że pan Marian miał niesamowitą wiedzę o sporcie. - Znał się dosłownie na wszystkich dyscyplinach i miał tzw. nosa do sportowych talentów. To jego grupa z 1990 rocznika jako jedyna w historii wywalczyła mistrzostwo województwa lubelskiego w piłce nożnej, pokonując po drodze zespół z Białej Podlaskiej z Arielem Borysiukiem w składzie. To on miał spory udział wraz z Grzegorzem Kowalczukiem w zwycięstwie w Mistrzostwach Polski w mini-siatkówce, jakie zdobyły dziewczyny w 2005 roku. I to jego zespół przecierał szlaki międzyrzeckiej siatkówce, awansując pierwszy raz w historii Międzyrzeca Podlaskiego do 1/4 Mistrzostw Polski młodzików dwa lata później - dodaje.

Będzie żywy w naszych wspomnieniach

Wasąg nie kryje łez. - Odszedł człowiek orkiestra i wspaniały wychowawca. Nie zetknąłem się wśród starszych czy młodszych roczników ze złą opinią na jego temat. Jestem przekonany, że pamięć o śp. Mikołajczuku nie przeminie. Sam będę chciał pomóc w organizacji memoriałów, oczywiście dla dzieci i młodzieży, by jego osoba była wiecznie żywa w naszych wspomnieniach - kończy.

Wstrząsnęło mną

Paula Słonecka - obecnie Czerwińska - była koleżanką klasową Wasąga. - Pan Marian był naszym wychowawcą. Byliśmy pierwszą w historii siatkarską klasą w "Trójce". Od tego zaczęła się moja przygoda z tą dyscypliną sportu. Właśnie śp. Mikołajczuk wraz z Grzegorzem Kowalczukiem uczyli mnie podstaw. Gdy usłyszałam o jego śmierci, wstrząsnęło mną. Miałam nadzieję, że spotkamy się w Międzyrzecu Podlaskim, gdy przyjadę do rodziny. Niestety, to już się nie zdarzy. Jest mi bardzo przykro - mówi.

Uśmiech spod wąsa

Czerwińska podkreśla, że pierwszym jej skojarzeniem z panem Marianem będzie uśmiech. - Miał bujne wąsy i nawet teraz mam przed oczami jego oczy i uśmiech. Był dobrym człowiekiem, wychowawcą, nauczycielem. Po raz ostatni rozmawialiśmy kilka lat temu podczas meczu Trójki. Wiem, że interesował się moją karierą. Gdy wrócę do zdrowia po kontuzji i wystąpię w meczu, pierwszy zdobyty punkt zadedykuję właśnie jemu. Dzięki jego osobie jestem w tym miejscu, w którym znajduję się obecnie. Dziękuję - kończy.

Jak ojciec i wzór

Wojciech Więckowski był uczniem śp. Mariana Mikołajczuka, a następnie kolegą z pracy. - Był dla mnie jak ojciec. Mój tata zmarł, gdy byłem w klasie maturalnej. 24 lata temu dostałem etat w "Trójce". Tam spotkałem Mariana. Wzorowałem się na nim. Pracowaliśmy wiele lat, weszliśmy w klasy siatkarskie. Był pomocną dłonią przy klubie, a tu nagle "Maniek" odszedł. Nie spodziewałem się, że to się stanie tak szybko i bez pożegnania. Pamiętam doskonale jego ostatnie dni w szkole. Od września przeszedł na emeryturę. Czy się cieszył? Nie. Gdyby mógł, to pracowałby nadal. Mam przeczucie, że nie mógł już tego robić - mówi.

Objął mnie i pogratulował

Jak przyznaje Więckowski, Mikołajczuk znał cały Międzyrzec Podlaski i okolice. - Nie wiem, czy był ktoś, z kim nie był na "cześć" czy "dzień dobry". Doskonale pamiętam moment z dzieciństwa. Mieliśmy biegi międzyszkolne na bocznym boisku miejskim. Byłem najszybszy. Wygrałem. Na mecie pogratulował mi i objął. Niby mały gest, ale będę go pamiętał do końca życia (płacz - przyp. red.) - dodaje.

Kochał gotować

Jak mówi Więckowski, śp. Marian lubił gotować. - Nie jadł w barze. Sam przygotowywał posiłki. Wiele razy spotykaliśmy się w sklepie. Sam musiał dopilnować produktów na dania, by były w dobrej cenie i jeszcze lepszej jakości. W pierwszych latach wspólnej pracy nigdy nie przynosił kanapek - mówi. Z uśmiechem na twarzy Wojciech wspomina o pasji kolegi. - Notorycznie puszczał "totolotka". Chciał wygrać miliony. Po wyjściu ze sklepu szedł do swojego punktu i kupował los - dodaje.

Skracał dystans
- Był gadułą. Lubił rozmawiać, wszystko wiedzieć. Szybko przełamywał lody. Nikt nie mówił "panie Marianie". Po prostu Marian i cześć. Był człowiekiem otwartym i mocno kontaktowym. Wspominał, że jego tata był przewodniczącym miasta, takim burmistrzem w czasach komunistycznych. W całym Międzyrzecu nie było drugiej tak znanej osoby i takiej, która wszystko i wszystkich znała - kończy ze łzami w oczach Więckowski.

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.