Miasto przymierza się do wprowadzenia abolicji od stycznia. Chodzi o umorzenie dużych zobowiązań związanych z niepłaceniem czynszu za mieszkania komunalne.
- Jeśli rodziny podejmą zobowiązanie i na przestrzeni 5 lat będą płacić regularnie spłacając część swojego zadłużenia - tłumaczy burmistrz Zbigniew Kot.
To rozwiązanie zostało już wprowadzone pilotażowo w innych samorządach i jak twierdzi gospodarz Międzyrzeca - sprawdziło się.
Dzięki niemu rodziny będą mogły liczyć na umorzenie nawet 75% zadłużenia. Nad wprowadzeniem abolicji w mieście będą się pochylali radni. Burmistrz je rekomenduje, bo daje szansę, że miasto odzyska część pieniędzy, które tkwią w próżni.
- Chcemy przywrócić tym rodzinom zdolność ponoszenia odpowiedzialności za przekazane mieszkania z zasobów miasta - dodaje Zbigniew Kot.
Dług to 2,2 mln zł
Tymczasem zadłużenie z odsetkami wynikające z niewypłaconych czynszów w mieście to blisko 2,2 mln zł (dane ze stycznia 2017 roku). Zadłużenie podstawowe to 1,6 mln zł - reszta kwoty to odsetki. Za te pieniądze miasto mogłoby wybudować dwa dziesięciomieszkaniowe obiekty komunalne i pomóc 20 spośród ponad 50 rodzin, które oczekują na mieszkania.
Dla porównania na koniec 2014 roku łączny dług wynosił 1.835.334,64 zł, a w grudniu 2015 już 1.958.622,69 zł. Skokowy wzrost długu powodują przede wszystkim odsetki.
Mieszkań komunalnych jest w mieście 379. Rekordziści - dłużnicy zalegają na kwoty przekraczające wartość nieruchomości na wolnym rynku, czyli np. 150 tys. zł. Zadłużenie ciągnie się za tymi osobami do końca życia albo do dnia spłaty. A ona dotychczas miała miejsce w niewielu przypadkach. Sporo nazwisk na liście dłużników to osoby, od których ściągnięcie zaległości jest praktycznie niemożliwe.
Nie mieszkają - dług pozostał
Przedsiębiorstwo Usług Komunalnych w Międzyrzecu, administrujące lokalami, co miesiąc przesyła miastu raport z tego, jak kształtuje się zadłużenie. Jego sporą część generują osoby, które już na terenie Międzyrzeca nie mieszkają - które zostały eksmitowane np. do lokalu tymczasowego. Czasami ludzie przenoszą się nawet na teren innego województwa. Migrują, a zadłużenie pozostaje i ciągnie się aż do spłaty.