reklama

Sylwia Hubica o 20-leciu GOK, pasji, wpadkach i codzienności [WYWIAD]

Opublikowano:
Autor:

Sylwia Hubica o 20-leciu GOK, pasji, wpadkach i codzienności [WYWIAD] - Zdjęcie główne

reklama
Udostępnij na:
Facebook
Informacje międzyrzeckieDla kultury w gminie Międzyrzec Podlaski rok 2026 zapisze się w historii szczególnymi zgłoskami. Gminny Ośrodek Kultury świętuje właśnie Jubileusz 20-lecia istnienia – wkracza w symboliczny wiek dorosłości, mając za sobą dwie dekady budowania relacji z mieszkańcami. Za sterami tej instytucji od siedmiu lat stoi Sylwia Hubica, która swoją dyrektorską przygodę rozpoczynała w jednych z najtrudniejszych okoliczności ostatnich lat – u progu pandemii w 2020 roku. Jak przez ten czas zmienił się GOK, a jak zmieniła się sama pani dyrektor?
reklama

Czy lokalny dom kultury ma szansę w starciu z Netflixem i smartfonem? Czego możemy nauczyć się od "Generacji Z"? I wreszcie – co czeka nas w roku jubileuszowym? Dyrektor zapowiada nie tylko huczne obchody i powrót do historii, ale także otwarcie nowego rozdziału w zmodernizowanej siedzibie. Zapraszamy do lektury wywiadu o pasji, która uzależnia, o wyzwaniach, które hartują, i o GOK-u, który mimo 20 lat na karku, wciąż czuje się młodo.

Rozmowa z Sylwią Hubicą – dyrektor Gminnego Ośrodka Kultury w Międzyrzecu Podlaskim:

Rozpoczyna Pani swój siódmy rok jako dyrektor GOK. Jak wygląda Pani praca?

Dyrektorem GOK zostałam (najpierw na zastępstwo) z początkiem pandemicznego roku 2020. Przyznam szczerze, że wówczas to był dla mnie czas jednej wielkiej niewiadomej, w którym było wyjątkowo dużo chaosu i utrudnionej komunikacji ze współpracownikami. Za chwilę przeszliśmy na pracę zdalną i naprawdę nie wiedziałam, jak będzie wyglądało moje funkcjonowanie w pracy i zarządzanie zespołem. Teraz mogę otwarcie powiedzieć, że bałam się i start nie był dla mnie ani łatwy, ani nie wpisywał się w realia, które znałam. Moja praca głównie opiera się na delegowaniu zadań, weryfikacji ich, odbieraniu zadań i na ciągłym doskonaleniu komunikacji. Nie od razu byłam świadoma, że to będzie głównie ten obszar. Dopiero kilka szkoleń z zarządzania uświadomiły mi, że mój potencjał kreatywny nie wystarczy, by dobrze kierować instytucją kultury. Przyznam otwarcie, że zarządzanie to jest coś, co staram się robić profesjonalnie, konsekwentnie, bo taka jest moja praca, ale nie jest to coś, co robię ze szczególną przyjemnością. Lubię ludzi i lubię z nimi rozmawiać i pracować, lubię tworzyć, prowadzić warsztaty, wymyślać, realizować innowacyjne projekty, lubię działać własnymi rękoma, bo wtedy mam poczucie, że zrobiłam konkret. Dlatego we wszystkich obowiązkach osoby zarządzającej zespołem, może nawet lidera zespołu, którym bardzo chciałabym być (bo to jest różnica), zdecydowałam znajdować czas także na pracę kreatywną. Kiedy te dwa obszary są w równowadze – zarządzanie zespołem i działania kreatywne, mam wszystko, o czym zawodowo marzyłam.

reklama

 

Czy po tych wszystkich latach zdarzają się dni, kiedy myśli Pani: "Mam dość, rzucam to wszystko"? Co sprawia, że jednak następnego dnia wraca Pani do GOK-u z nową energią?

Oczywiście zdarzają mi się dni w pracy, kiedy mam ochotę "rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady". Dzieje się tak, gdy np. nic nie idzie zgodnie z planem, gdy pojawiają się konflikty trudne do rozwiązania (czasem w zespole, czasem w lokalnym środowisku, z którym przychodzi nam współpracować), gdy dajemy z siebie wszystko przy organizacji oferty, a frekwencja jest niska, lub gdy zwyczajnie dzieje się za dużo lub źle zaplanuję pracę w czasie i jestem przemęczona. Mam jeden sposób na powracanie z nową energią i jest to odpoczynek i zadbanie o siebie na takim absolutnie podstawowym poziomie. Czasem jest to odpoczynek fizyczny, schowanie się w domu i odcięcie od bodźców, ludzi i rozmów, czasem wyjazd w jakieś inspirujące miejsce i zmiana otoczenia, a czasem spacer z psem z muzyką w słuchawkach i gra z córką w planszówki. Bardzo wierzę w to, że gdy nie zadbamy w pierwszej kolejności o siebie, nie będziemy mieli czym dzielić się z innymi ludźmi. Jedni mogą nazwać to egoizmem, ja nazywam wysoką samoświadomością.

reklama

 

Czy praca w kulturze uzależnia? Wyobraża sobie Pani pracę w jakimś innym miejscu?

To bardzo dobre pytanie... Mnie uzależnia tworzenie i przestrzeń do kreatywności. Taką mam w pracy, więc mogę zaryzykować stwierdzenie, że mnie uzależniła praca w kulturze. Daje mi momentami taki ogrom satysfakcji, którego faktycznie nie da się zastąpić niczym innym i gdybym -  hipotetycznie mówiąc - miała zmienić pracę, to nie jestem pewna czy jest we mnie gotowość np. na przebranżowienie się, zakładając nawet, że to byłby zawód mojego wykształcenia, czyli powiedzmy jakiś zawód dziennikarski lub prawniczy. Byłoby to trudne i po pracy w kulturze myślę, że mogłabym odnaleźć się wyłącznie w pracy dziennikarskiej. To nie jest uniwersalna teza, że praca w kulturze uzależnia. Pracę w kulturze trzeba lubić. Trzeba zdawać sobie sprawę z tego, co daje, a co zabiera i podjąć świadomą decyzję, czy taka praca nam odpowiada i czy jest zgodna z naszą osobowością, potrzebami, zasobami, wartościami. To nie jest praca dla każdego.

reklama

 

Co uważa Pani za najtrudniejsze w swojej pracy. Dlaczego akurat to?

Najtrudniejsze w mojej pracy są dla mnie dwa obszary: komunikowanie swoich oczekiwań jako pracodawcy bez przemocy i z szacunkiem dla odrębności zdań, jakie miewam ze współpracowniczkami oraz intensywność pracy, którą rozumiem tutaj jako niemal ciągły kontakt i interakcję z drugim człowiekiem. Przez osiem godzin mojej pracy (a podczas wydarzeń zdarza się, że więcej), jestem niemal w ciągłym kontakcie z ludźmi, a kontakt ten jest zróżnicowany. Jestem w komunikacji zarządzającej i organizacyjnej, w szybkim podejmowaniu decyzji, w komunikacji telefonicznej, jestem w rozmowach z gośćmi, otrzymuję informacje zwrotne, czasem gratulacje, czasem uwagi i komentarze, wypowiadam się do mediów, jestem w komunikacji niewerbalnej... A jestem osobą wysoko wrażliwą, co oznacza, że przebodźcowuję się szybko i przyznam, że bywa to dla mnie szczególnie trudne.

reklama

 

Jakim jest Pani szefem? Jakie zdanie słyszała Pani na swój temat od swoich współpracowników?

Jakim jestem szefem? (śmiech) Mam wrażenie, że jestem każdym szefem! Słyszałam już na swój temat absolutnie wszystko, zarówno zdania z kategorii pochwał i wdzięczności, jak i głosy krytyki, czasem również wcale nie konstruktywnej, po absolutne milczenie i ignorancję. Jednak o faktach – na podstawie szkoleń i warsztatów, w których brałam udział ze swoim zespołem oraz pozazespołowych, mogę śmiało powiedzieć, że jestem szefową doceniającą i kibicującą rozwojowi współpracowników, która pyta po wejściu do pracy "Jak się macie?", a także taką, która dziękuje po zakończonym dniu pracy. Jestem też szefową wymagającą: odpowiedzialności, profesjonalizmu, nieschematycznego myślenia, szukania rozwiązań i konkretnych, mierzalnych działań. Bywam też chaotyczna i nieuważna, jednakże staram się pracować nad obszarami, o których wiem, że tego wymagają.

 

Co Pani robi, gdy zamyka drzwi gabinetu i ma czas tylko dla siebie? Jakie są Pani pasje?

Moimi absolutnymi pasjami są muzyka i teatr. Jestem w stanie wydać każde pieniądze na dobry koncert lub spektakl teatralny. Ponadto uwielbiam podróże, podczas których mogę korzystać z wydarzeń kulturalnych. Kocham wystawy malarstwa i fotografii. Podczas podróży zagranicznych zawsze ciągnie mnie do prawdziwego, codziennego życia mieszkańców, więc nie dla mnie są zorganizowane przez biura podróży wycieczki. Nałogowo chodzę do kina, ale raczej rzadko do sieciówek, lubię kina studyjne. Oglądam seriale, czytam książki, gram w planszówki, piszę do szuflady, co mi akurat chodzi po głowie. Interesuję się też psychologią.

 

Jaką wpadkę najlepiej Pani zapamiętała?

Takich wpadek na pewno było bardzo dużo, bo ja się uczę na błędach, więc często w ogóle ich nie unikam. Z całą pewnością przekręcałam cudze nazwiska, zapominałam wysłać zaproszenie, zdarzało mi się zapomnieć zaprosić naszego wójta Krzysztofa Adamowicza na któreś z naszych sztandarowych działań, pomijałam we współpracy radnych, sołtysów, tam, gdzie nie powinnam była tego robić. Usłyszałam też od koleżanek, że kiedyś podczas dożynek w trakcie trwania loterii z nagrodami w pośpiechu przekazały jako fant czajnik, który był na stanie jednej z remiz i nikt się nie zorientował, że był używany. Za taką naprawdę dużą wpadkę uznaję osobiście kradzież poroży służących do dekoracji naszego stoiska podczas Dożynek Powiatowych w Rudnikach w 2022 roku, które nie były moją własnością. Ta wpadka akurat do zabawnych nie należała, faktem jest jednak, że miało to miejsce, a nie powinno w ogóle się wydarzyć. Wciąż mam wyrzuty sumienia, że ktoś zabrał rzeczy, które pożyczyłam od innej osoby i których nie mogłam zwrócić właścicielowi. Zaliczam tę sytuację do grupy dużych wpadek zawodowych i osobistych.

 

Jak zmienił się GOK od momentu objęcia przez Panią stanowiska?

To bardzo trudne pytanie, bo chyba trudno tutaj o mój obiektywizm. W mojej ocenie urozmaiciliśmy ofertę kulturalną zorientowaną na różne grupy wiekowe odbiorców i to wciąż jest żywy proces, który trwa. Ponadto faktem jest, że wzrosła liczba projektów finansowanych przez instytucje zewnętrzne, które GOK realizuje. Przez te sześć lat zrealizowaliśmy kilkanaście projektów logowanych przez Narodowe Centrum Kultury, Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego, a to dla mnie jest sygnał, że były to działania wysokiej jakości. Są one również dużym wsparciem finansowym GOK-u, które pomaga zachować stabilne finansowanie działań w równowadze z optymalnym poziomem zatrudnienia w instytucji. Co ważne, równolegle z realizacją projektów zewnętrznych, zachowaliśmy działania obecne w naszej ofercie od wielu lat w niemal niezmienionej formie. A same projekty, choć innowacyjne, wciąż są oparte na potrzebach mieszkańców. To jest powód do dumy. Wprowadziliśmy też kilka nowych inicjatyw z troską o środowiska i grupy społeczne, które zaczęły powstawać i aktywizować się w trakcie tych sześciu lat, jak np. koła gospodyń wiejskich i młodzież. Należą do nich Zloty Kół Gospodyń Wiejskich i Młodzieżowy Klub Wolontariusza. Ważnym krokiem było też zbadanie potrzeb i potencjału kulturotwórczego mieszkańców gminy Międzyrzec Podlaski, dzięki któremu powstała diagnoza tego obszaru. To była dla nas ważna informacja zwrotna od mieszkańców gminy. Ten rok z kolei niesie ze sobą rozwój infrastruktury Gminnego Ośrodka Kultury, a także doposażenie w profesjonalny sprzęt do działalności kulturalnej. To wszystko to są mierzalne, realne zmiany jakościowe.

 

Dziś największym konkurentem GOK-u nie jest inny dom kultury, ale Netflix, smartfon i wygodna kanapa. Jaki ma Pani sposób, by wygrać walkę o czas wolny mieszkańców?

Po pierwsze, nie jestem pewna czy chcę to nazywać walką. Kiedy walczymy, to zawsze jest jakoś z poziomu frustracji i to według mnie nie jest dobry motywator. Podchodzę do pracy rozwojowo i procesualnie. Zwykłam powtarzać, że ja zawsze zapraszam, nigdy nie zmuszam. Wierzę w sens uczestnictwa w kulturze, które wynika z autentycznej potrzeby danego człowieka, nie z przymusu czy kurtuazji. Ostatnio pojawił się na portalu wniedoczasie.pl artykuł autorstwa Grzegorza Jędrka pt. "Ludzie nie chcą więcej wydarzeń", który oceniam jako bardzo ważny i dobry i jest on, tak sądzę, w nawiązaniu do pana pytania. Zachęcam do jego lektury, wszak jest obszerny, natomiast w odpowiedzi – ja stawiam na edukację, relacje i ofertę zorientowaną na potrzeby. Zawsze będę na stanowisku, że edukacja o tym, dlaczego kultura czyni nas lepszymi ludźmi, jest super ważna. Obserwuję też, że nie ilość i rozmaitość oferty podnosi frekwencję, lecz to, czy uczestnicy wyszli zadowoleni, z dobrą energią i wspomnieniami – tu są relacje, tu się tworzą więzi z odbiorcą. Trudno też spodziewać się, że ludzie będą korzystać z oferty kulturalnej instytucji, która zupełnie ignoruje to, czego naprawdę potrzebują, czym się interesują, lub z oferty zupełnie oderwanej od wartości, z jakimi się utożsamiają. Edukacja i innowacyjność musi iść w parze z odpowiadaniem na potrzeby, tu niezbędna jest równowaga, szczególnie na terenie wiejskim, na którym według wszystkich statystyk dostęp do kultury (w szczególności wysokiej) jest utrudniony. Często to, co sprawdza się w Warszawie czy we Wrocławiu, na wschodzie Polski w małej wiejskiej miejscowości sprawdzi się później lub wcale. Zawsze warto próbować, ale instytucja oderwana od realiów miejsca i ludzi, dla których działa, to instytucja sfrustrowana i wypalona.

 

Młodzież sprzed 20 lat i dzisiejsze nastolatki to dwa różne światy. Czy trudno jest znaleźć wspólny język z "Generacją Z"? Czego GOK może się nauczyć od młodych?

Ja bardzo lubię współczesną młodzież. Są faktycznie inni niż ja w ich wieku, ja urodziłam się w latach 90., jestem więc Millenialsem. Inni jednak nie znaczy gorsi. Jestem przeciwna powszechnym stereotypom, które mówią dość obraźliwie według mnie, że dzisiejsza młodzież jest do niczego, bo siedzą wyłącznie w telefonach. W moim zespole współpracowniczek w GOK są osoby należące do pokolenia Zet, współpracuję też z młodzieżą z naszego Klubu Wolontariusza. W  pracy mam osoby dorosłe, a w Klubie Wolontariusza działają osoby wciąż niepełnoletnie i nie tylko Zetki, ale też pokolenie nazywane "Alfa", to też jest różnica w tym, jak się zachowują. Myślę, że możemy się uczyć od nich granic, bo mam wrażenie, że Zetki komunikują je łatwiej, mniej się naginają pod schematy, mniej się nadużywają. Dbają o swój dobrostan, co jest wartościowe. Ponadto jest to pokolenie, które urodziło się i dorasta we w pełni scyfryzowanym świecie. To pozwala im na szybkie wyszukiwanie informacji, co jest ważne w dzisiejszej pracy, potrafią te informacje też sprawnie wykorzystywać, a także są biegli w nowych mediach. To duży potencjał. Zauważyłam, że reprezentanci i reprezentantki pokolenia Zet cenią sobie indywidualizm i docenianie, a także szacunek do ich czasu. Podążają za dobrą atmosferą. To cechy, które pozytywnie wpływają na jakość wykonywanej pracy i działań w ogóle. Bo skoro pracować i tak musimy, to dlaczego by tego nie robić z dobrą energią i poczuciem satysfakcji?

 

Co będzie "gwoździem programu" tegorocznych obchodów 20-lecia?

Przysłowiowym gwoździem programu tegorocznych obchodów jubileuszu 20-lecia działalności GOK będzie wydarzenie podsumowujące rok jubileuszowy. Zaplanowaliśmy je na listopad, marząc jednocześnie o tym, by odbyło się już w nowej siedzibie w Halasach. Będzie stanowiło podsumowanie inicjatyw jubileuszowych, a jednocześnie będzie opowiadało historię Gminnego Ośrodka Kultury w artystyczny sposób. Listopadowe wydarzenie stanie się również okazją do podziękowania osobom, które w sposób szczególny zapisały się w kartach historii i rozwoju GOK, czego dotąd nigdy nie zrobiliśmy. Liczę na dużą liczbę gości podczas tego wydarzenia.

 

Oprócz tego planujecie różne wydarzenia rozłożone w czasie na cały rok 2026. Czego mieszkańcy mogą się spodziewać?

Do planowania działań jubileuszowych zaprosiliśmy do naszego zespołu część byłych dyrektorów GOK: panią Małgorzatę Hanas, panią Justynę Świerczewską i pana Michała Teofislkiego. Uznałam, że każda z tych osób miała inną energię i potencjał osobisty, jednocześnie mając duży wpływ na historię GOK-u. Lubię, gdy różni ludzie wymieniają się swoimi pomysłami i współpracują, wtedy powstają najpiękniejsze inicjatywy. Skupiliśmy się na celebracji, różnorodności i na docieraniu do wszystkich możliwych grup wiekowych mieszkańców. I tak wśród inicjatyw jubileuszowych znajdą się drobne konkursy z gadżetami jubileuszowymi i innymi nagrodami rzeczowymi dla dzieci i dorosłych, wystawy zdjęć obrazujących historię GOK-u i osoby z nią związane, konkurs literacki pt. "20 lat wspólnych opowieści", podcast, program grantowy dla młodzieży, urodzinowy dzień dziecka, bal absolwenta dla dorosłych już uczestników i uczestniczek naszych zajęć świetlicowych, listopadowe wydarzenie podsumowujące jubileusz, a podczas wydarzeń, które na stałe wpisały się już do kalendarza GOK, będziemy wplatać wątki historyczne i łączyć naszą pracę z poszczególnymi grupami społecznymi, np. poprzez wspólne występy sceniczne. Działania jubileuszowe skupią się także na wzmocnieniu instytucjonalnym GOK-u, np. poprzez reaktywację i aktualizację składu organu doradczego GOK, jakim jest Rada Kultury oraz uchwałę intencyjną, dzięki której rok 2026 w Gminie Międzyrzec Podlaski został oficjalnie ustanowiony rokiem jubileuszu 20-lecia GOK. Jak na nasz 8-osobowy skład zespołu w GOK uważam, że to całkiem dużo. Póki co, podążamy zgodnie z planem.

 

GOK ma 20 lat - to już "dorosłość". Jaki ma być ten dorosły GOK w kolejnych latach? W jakim kierunku chcecie podążać?

Dorosły 20-letni GOK to wciąż młody GOK. Życzę sobie, by w nawiązaniu do tego wieku, nasz GOK był niezmiennie otwarty na nowe: inicjatywy, ludzi, doświadczenia, byśmy eksperymentowali, popełniali błędy, wyciągali wnioski, uczyli się wzajemnie, inspirowali innych i wymieniali potencjałami. Byśmy byli nieustraszeni w tej kulturalnej drodze, bo dzięki kulturze przetrwały wszystkie narody świata. Młody człowiek jest jak otwarte okiennice na wiosnę i marzę, by nasz Dom Kultury był taki właśnie.

reklama
reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy
reklama
logo