Problem śniętych ryb na rzece Krzna nie jest sprawą jednodniową. Pierwsze niepokojące sygnały i martwe okazy pojawiły się w rzece już w połowie czerwca. Niestety, w ostatnich dniach sytuacja drastycznie się pogorszyła, co wymusiło zakrojoną na szeroką skalę interwencję służb ratunkowych i środowiskowych.
30 strażaków i 7 godzin akcji
Jak poinformowała Komenda Miejska Państwowej Straży Pożarnej w Białej Podlaskiej, we wtorek wpłynęło oficjalne zgłoszenie o występowaniu ogromnej ilości śniętych ryb. Na miejsce natychmiast skierowano zastępy OSP oraz Jednostkę Ratowniczo-Gaśniczą z Międzyrzeca Podlaskiego.
Rozpoznanie terenu wykazało, że zjawisko obejmuje spory fragment rzeki. Martwe ryby unosiły się na odcinku około 1,5 kilometra, rozciągającym się od tak zwanego żelaznego mostu w kierunku miejscowości Wysokie. W akcję zbierania ich z powierzchni wody zaangażowanych było blisko 30 strażaków. Trwające około 7 godzin działania zakończyły się zebraniem aż 500 kilogramów martwych zwierząt.
O zdarzeniu powiadomiono m.in. Powiatowy Inspektorat Weterynarii w Białej Podlaskiej oraz Wody Polskie. Utylizacją oraz oczyszczaniem koryta rzeki, obok strażaków, zajmowali się prawdopodobnie także przedstawiciele Polskiego Związku Wędkarskiego (PZW).
Co zabiło ryby? WIOŚ bada sprawę
Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska monitoruje sytuację od 17 czerwca, kiedy to pobrano pierwsze próbki wody do badań. Część mieszkańców i wędkarzy sugerowała, że za katastrofę może odpowiadać oczyszczalnia pobliskiego zakładu produkcyjnego Wipasz. WIOŚ na ten moment stanowczo uspokaja.
– Wyniki z 17 czerwca nie wskazują, żeby to była wina oczyszczalni przy zakładzie Wipaszu. Wszystkie badane parametry są poniżej normy, nie odnotowano zanieczyszczeń pochodzących z tego źródła – przekazała w rozmowie ze „Wspólnotą” przedstawicielka Inspektoratu.
Mimo to, po najnowszym zawiadomieniu ze strony Okręgu PZW, inspektorzy pobrali kolejne próbki. WIOŚ zwrócił się również bezpośrednio do firmy Wipasz z prośbą o ustosunkowanie się do sytuacji i potwierdzenie, czy na terenie zakładu nie doszło do żadnej, nieodnotowanej wcześniej awarii.
Najbardziej prawdopodobna przyczyna – przyducha
Jeśli to nie chemikalia i ścieki przemysłowe zabiły ryby, to co jest przyczyną pomoru? Służby ochrony środowiska skłaniają się ku przyczynom naturalnym, spotęgowanym przez warunki pogodowe.
– Sprawdzamy, czy to nie jest tak zwana przyducha, czyli po prostu za mało tlenu w wodzie. Faktycznie, zarówno 17 czerwca, jak i podczas ostatnich pomiarów, poziom tlenu był poniżej normy – tłumaczy urzędniczka WIOŚ.
Przyducha to zjawisko drastycznego spadku ilości tlenu rozpuszczonego w wodzie, które często występuje latem przy wysokich temperaturach i niskim stanie wód. Prowadzi ono do masowego duszenia się organizmów wodnych.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.