Adam Hryć angażuje się w życie naszego miasta i całej Międzyrzecczyzny. Chętnie zabiera głos podczas sesji Rady Miasta Międzyrzec Podlaski. Stowarzyszenie, którego jest prezesem, prowadzi szereg akcji, które (jak wskazuje sama nazwa) mają na celu zmienić okolicę na lepsza.
Rozmowa z Adamem Hryciem:
Burmistrz przekonuje, że Międzyrzec Podlaski zmienia się na naszych oczach i staje się miastem, którego inni nam zazdroszczą. Pan jednak patrzy na to zupełnie inaczej. Dlaczego?
Słowa o tym, że miasto jest obiektem westchnień, to dla mnie dowód braku dojrzałości do sprawowania funkcji burmistrza. Słucham, rozmawiam z mieszkańcami, obserwuję. Chodzę na sesje Rady Miasta. Jestem po prostu rozczarowany, a właściwie zawiedziony. Dostrzegam marne zarządzanie miastem i rażący brak pozyskiwania środków zewnętrznych – w przeciwieństwie do gminy Międzyrzec Podlaski czy innych samorządów. Widzę też brak perspektyw dla zdolnych, ambitnych i przedsiębiorczych ludzi, ale także dla zwykłych mieszkańców.
Wspomniał Pan o Radzie Miasta. Przed wyborami wielu radnych, zwłaszcza tych młodszych, szło z hasłem "czas na zmiany". Jak Pan ocenia ich dotychczasową pracę?
Niestety, osiedli na laurach. Maski opadły i widać, że większość radnych szła po władzę tylko po to, by uzyskać przywilej picia kawy w urzędzie miasta, zasiadać w pierwszych rzędach i dorobić bez większego wysiłku. Żyję w tym mieście od urodzenia. Radnych Frydrychowskiego i Bernata kojarzę od około 20 lat, ale nie przypominam sobie ich głośnych wystąpień dla dobra miasta, interpelacji czy konkretnych inicjatyw. Radni Jung, Chomiuk czy Karwowski są młodsi stażem, ale niczym się nie różnią. Mam wrażenie, że przychodzą na sesje tylko dla frekwencji, wciskania guzika "ZA" i klepania burmistrza po ramieniu. Nie czytają dokumentów, nie wnikają, nie dociekają. Nie przeszkadza im, że dostają poprawki na dzień albo parę godzin przed sesją. Trudno spodziewać się od nich własnego zdania. Czy coś się zmieniło? Nic.
Niedawno Rada Miasta uchwaliła budżet na rok 2026. Burmistrz mówi, że jest zrównoważony i stabilny. Jaka jest Pana ocena?
Jako przedsiębiorca oceniam go dokładnie tak samo, jak budżety z ostatnich lat – to dowód absolutnej stagnacji i braku progresu. Władza żyje od pierwszego do ostatniego, od stycznia do grudnia. Bez wizji, bez ambicji, bez zapału. Inwestycje można policzyć na palcach jednej ręki. Te, które widzimy, to projekty rozpoczęte w poprzednich latach i, prawdę mówiąc, spóźnione o dekadę. Miasto ma budżet na poziomie 120 milionów złotych, a brakuje mu środków i możliwości na zrealizowanie średniej inwestycji we własnym zakresie. To efekt straconych lat, niewykorzystanych szans i niewłaściwego zarządzania.
Przejdźmy do konkretów. Co uważa Pan o nowej ulicy Geresza? Czy rozwiązała choć część problemów komunikacyjnych?
Nie zapominajmy, że ta inwestycja to zasługa poprzedniego burmistrza – musiała swoje odleżeć w szufladach urzędu. Jako nowy element infrastruktury oceniam ją na plus. Ale parametry ulicy, głównie jej szerokość, to niestety dowód braku przyszłościowego myślenia. Drogę wybudowano jako alternatywę dla ul. Partyzantów i dla samochodów ciężarowych, a mamy wąską uliczkę, choć można było wybudować solidną drogę na lata. Ratusz tłumaczył, że konserwator zabytków nie pozwalał na inne uwarunkowania. To kłamstwo. Na moje oficjalne zapytanie konserwator jednoznacznie odpowiedział, że nie wprowadzał ograniczeń ruchu dla tej inwestycji.
A co z nową sygnalizacją świetlną na skrzyżowaniu ulic Lubelskiej, Partyzantów i Narutowicza? Usprawniła przejazd?
Z całego tego przedsięwzięcia na plus oceniam jedynie trzeci pas ruchu na ulicy Lubelskiej. Gdyby zdjąć znak STOP przy wyjeździe z ulicy Partyzantów, to by w zupełności wystarczyło. Mieszkańcy i część radnych od początku mówili jednym głosem, że sygnalizacja nie przyniesie pożądanego skutku. Czas to pokazał – centrum miasta jest po prostu zakorkowane. Prawie 1,5 mln zł wyrzucono w błoto. Ten sam efekt można było osiągnąć znacznie mniejszym kosztem, a zaoszczędzone środki przeznaczyć na remont ulicy Okólnej, Konopnickiej czy inną przemyślaną inwestycję.
Ostatnio dużo mówi się o połączeniu ulicy Kościuszki z Siteńską, czyli o zjazdach z istniejącego wiaduktu. Dobry pomysł?
To jest robienie dobrej miny do złej gry i ratowanie beznadziejnej sytuacji. Mieszkańcy chcą tego rozwiązania, bo nie mają wyjścia. Na tę chwilę mamy jeden przejazd kolejowy. Przypomnę: po pierwsze, to obecny burmistrz zamknął przejazd łączący ulice Kościuszki z Siteńską. Zlikwidowano 100 metrów połączenia, a żeby wrócić do tego samego punktu, kierowcy muszą nadrabiać około kilometra. Teraz przywrócenie tego ma kosztować ponad 60 milionów złotych! Po drugie, w 2021 roku rząd przyjął program budowy 100 obwodnic. Mieliśmy koncepcję, wizualizację, pozwolenie środowiskowe, a w budżecie województwa zapisano realizację trasy. Dlaczego miasto nie złożyło wniosku i nie przystąpiło do tego programu? I po trzecie, środki na te zjazdy to zasługa osób trzecich, o których burmistrz milczy, przypisując sobie wszystkie zasługi.
Z naszej rozmowy wynika, że jest Pan bardzo niezadowolony. Czy jest cokolwiek, z czego cieszy się Pan jako mieszkaniec?
Władza nie lubi odmiennego zdania i zarzuca mi, że sieję zamęt, ale taka jest rola opozycji – patrzeć na ręce. Ja po prostu wyciągam wnioski i nie boję się mówić głośno o błędach. Jeśli chodzi o plusy: cieszy remont ulicy Żytniej i Mickiewicza, ale od razu ciśnie się na usta pytanie – czemu przy okazji nie zrobiono przyległej Konopnickiej? Wyremontowano Zadworną, a co z Okólną? Zbudowano długo wyczekiwaną halę przy ZPO nr 1, rzekomo bez ograniczeń, a szkolne apele i tak odbywają się w małej, ciasnej salce. Odbudowano trybuny na stadionie, ale zadaszenie to prowizorka – nie wiem, przed czym ma nas chronić. I tak można wyliczać w nieskończoność.
Jaką ma Pan zatem wizję na Międzyrzec Podlaski? Co należy zrobić w pierwszej kolejności?
Potrzeb i pomysłów jest wiele. Patrzę na to okiem przedsiębiorcy, a nie urzędnika. Wspólnie ze znajomymi założyliśmy Stowarzyszenie "Razem Zmieniamy Międzyrzec i Okolice". Naszym absolutnym priorytetem jest budowa tunelu pod torami w pasie drogi wojewódzkiej. To jedyny sposób na rozwiązanie problemu ruchu lokalnego w tamtym miejscu. Wkrótce ruszamy ze zbiórką podpisów pod petycją w tej sprawie. Będziemy też twardo zabiegać o remonty ulic gruntowych w mieście. Ludzie mieszkają tam od dekad i płacą podatki. To jest do zrobienia, co świetnie pokazuje sąsiednia gmina Międzyrzec Podlaski zarządzana przez wójta Krzysztofa Adamowicza. Zmiany są możliwe, trzeba tylko chcieć i umieć je wprowadzić.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.